piątek, 6 lipca 2018

Od Anonima do Wuwei

Obudziłem się. Otworzyłem oczy i od razu tego pożałowałem. Wczoraj wieczorem położyłem się w takim beznadziejnym miejscu, że promienie wschodzącego słońca padły idealnie na mój biedny pysk. No, ale cóż... Wczoraj wieczorem nie mogłem tego przewidzieć. Obróciłem się w drugą stronę, ale wiedziałem, że już raczej nie dam rady zasnąć, więc po kilku minutach się poddałem. Postanowiłem pójść na spacer, może nawet uda mi się coś upolować na śniadanie.
Było wcześnie i nie widziałem żadnych innych wilków. Zwierzyny niestety też nie. W końcu dostrzegłem coś szaro-niebieskiego. Podeszłem bliżej i zorientowałem się, że to Wuwei.
-Hej, Wu! - rzuciłem na powitanie. - Nie śpisz już? Czy Kalea Cię wywaliła z jaskini, bo chrapałeś?
Zaśmiałem się lekko.

(Całe 115 słów. Możecie być ze mnie dumni. XD)
<Wuwei? Choć, trzeba rozruszać watahę>

czwartek, 28 czerwca 2018

Koniec teorii spiskowych?

Em, cześć?
Trochę mnie tutaj nie było, hehe. Ponad miesiąc... No ale cóż, jak widać żyję i mam się całkiem nieźle.
Kurcze, jest mi tak cholernie wstyd za to zniknięcie, że aż głupio mi się Wam w ogóle pokazywać na oczy i się tłumaczyć. Chociaż wygląda na to, że i tak nie mam zbyt wiele na swoje usprawiedliwienie.
Powiem tak – musiałam, jak to się mówi, "wziąć oddech". Ale nie myślcie, że tylko dlatego zniknęłam na taki szmat czasu – to miały być cztery dni, maksymalnie tydzień. A później... później jakoś to już poszło – sprawy które musiałam koniecznie załatwić w pierwszej kolejności, problemy ze sprzętem...
W każdym razie przepraszam. Naprawdę, z całego serca przepraszam. Mam nadzieję, że jakoś mi to wybaczycie.

No cóż, ale co dalej? Oczywiście, jeśli tylko jesteście chętni i nie pouciekaliście, ja jestem tutaj dla Was i wciąż z chęcią będę prowadzić tę stronę. A wszystkie zaległości będę nadrabiać na tyle szybko, na ile tylko pozowali mi życie osobiste. Chociaż uczciwie ostrzegam, że w najbliższym czasie z przyczyn ode mnie niezależnych może być to nieco utrudnione.

Przy okazji mam dla Was pewną propozycję. Nie od dzisiaj wiadomo, że kwestia praw autorskich na tego typu blogach mocno utrudnia znalezienie obrazka przedstawiającego wygląd naszej postaci – a to autor nie wyraża zgody, to znów obrazek wykonany jest na zamówienie... Generalnie nawet ze spisem legalnych galerii zajmuje to sporo czasu. Myślałam trochę nad tym podczas mojego "zniknięcia" i doszłam do jedynego sensownego, moim zdaniem, rozwiązania – dodania po prostu dłuższego i bardziej szczegółowego opisu słownego wzamian za grafikę. Oczywiście jeżeli ktoś tylko miałby umiejętności i chęci, będzie mógł dodać stworzony przez siebie obrazek. Co o tym sądzicie?

~*~

A tak poza tym, to co tam u Was? :)


PS. Cóż, jako że moja nieobecność trwała coś koło półtora miesiąca pojawił się pewien problem. A mianowicie, Horwse usunęło mi praktycznie wszystkie konwersacje sprzed miesiąca, więc... No cóż, jest całkiem prawdopodobne, że o wielu sprawach będzie trzeba mi znów przypomnieć. Przepraszam.

niedziela, 17 czerwca 2018

Teoria spiskowa numer 1 (obalona)

Pantera, któremu od jakiegoś czasu coraz mniej podobał się  blog, wykorzystał swoje dobre kontakty z Zuckiem i porwał go ukradkiem, a następnie odebrał admina reszcie wilków, które miały dostęp do stron i tajemnego miejsca, w którym ukrył biednego Żuczka. Teraz ukrywa się, żebyśmy nie poznali prawdy i śmieje się  z nas. Musimy iść odbić naszą biedną Alfę!

Ja wam mówię, tak właśnie było. >_>

Jeśli ktoś zna jakiekolwiek wskazówki, dotyczące aktualnego pobytu Kalei, lub podejrzanego o jej porwanie i przejęcie władzy, proszony o poinformowanie watahy, abyśmy mogli zorganizować akcję ratunkową.
Zatajenie informacji zostanie uznane za udział w porwaniu.


                                                           Pisał: Anonim

wtorek, 22 maja 2018

Od Terusia C.D Brenka i Asha

- Czy ciebie do reszty pogięło? Nie pedalcie się, tylko ze mną walczcie! - krzyknął zirytowany ninja, wyciągając broń. Coś na wzór wielkiej waty cukrowej, przynajmniej tak widział to Pesuteru. Aczkolwiek zaczynał już mieć jakieś przebłyski ze świata realnego, a nie tylko tego ukrytego za kurtyną odurzenia żukopiaskiem.
- Breeeenuś, wata cukrowa idzie nam przypierdolić - powiedział sennie, próbując zrzucić z siebie swojego męża.
- Zjedzmy ją, Terusiu! - krzyknął uradowany Brenek, biegnąc w stronę Kakashiego i rzucając się na jego broń.
- NIEEE! Moja epicka zemsta! - ninja położył się na ziemi, płacząc nad ostatkami waty, która nie została jeszcze zjedzona przez chudzielca.
Tymczasem Teruś nieudolnie próbował podnieść się z pozycji leżącej, ale wciąż bolące plecy mu to uniemożliwiały. Po chwili jednak wstał, chociaż z trudem, i chwiejnym krokiem podszedł do Brendona. Przynajmniej w tamtym kierunku, bo już w połowie drogi obraz zaczął mu się rozmazywać. W końcu wyczuł pod łapami futerko.
- O, Teruś, chodź już - usłyszał znajomy głos i szedł trzymając się zębami ogona swojego przyszłego męża.
Gdy wyszli już z dziwnego sklepu, usiadł na ziemi, trzepiąc głową. Chwila... Co to za miejsce?
- Kim jesteś? - mruknął zdezorientowany. Ostatnia godzina była jedną wielką, czarną plamą.
- Jak to kim? Twoim narzeczonym, Brendonem, Terusiu! - na potwierdzenie swoich słów pokazał mu łapę, na której leżały trzy, złote obrączki. Zaraz, zaraz. T r z y ?
- Jak to, trzy?
- No, jest jeszcze Ashie. Ale teraz wracajmy już do domu!
Teru siedział chwilę, tępo wpatrując się w chudzielca naprzeciwko. Że co? To jest jego narzeczony? Kiedy to się stało? Zamachał parę razy ogonem, po czym spojrzał mu prosto w oczy i pokiwał głową.
Szedł w milczeniu, całkowicie nieobecny. Powiedział tak? Przecież... on go nawet nie znał! A co, jeśli ostatnia godzina, to wcale nie była godzina, tylko miesiąc, rok... Co wtedy?
Nie zdążył jednak o to zapytać, gdyż doszli już do celu. Brendon gestem łapy wskazał mu wejście. Wszedł tam już dużo pewniej, ale zatrzymał się, gdy zobaczył lekko otwarte drzwiczki. Co tam może być...? Podszedł do niego, zaciekawiony, i uchylił rąbek tajemnicy.
- BRENDON, CO TO DO CHOLERY JEST?!

słowa: 322
Brenek? Ash, gdzie jesteś? xd

poniedziałek, 21 maja 2018

Od Brenka CD Terusia i Ashusia

W ciągu tej krótkiej rozmowy, zdecydowałem dwie rzeczy. Po pierwsze, nigdy nie zostanę miętowym królikiem. Zdecydowanie za dużo w tej robocie gryzienia w nos. Po drugie, wezmę ślub z Terusiem i Ashusiem. Tak, weźmiemy ślub w trójkę. To pewne. I wszyscy ubierzemy sukienki. Ten pomysł z pewnością im się spodoba, ale... Gdzie jest Teruś?
- Zejdź ze mnie, króliczku - usłyszałem. Głos dochodził z dołu. Czyżby ziemia ze mną rozmawiała? I wzięła mnie za królika? Powoli zacząłem się cofać, rozglądając się za miejscem do którego mógłbym uciec, gdyż ziemia się chyba naćpała. To dobrze że ziemia ćpie, ale królikiem to ja chyba wolę nie być... Znowu mnie ugryzą w nos, i co ja pocznę bez nosa? Nagle spod ziemi wyłonił się Teru, ale wcześniej go tam nie było.
- Mężu, umiesz się teleportować? - spytałem zaskoczony. Teruś spojrzał na mnie jeszcze bardziej zaskoczony, ale po chwili pokiwał głową. Chyba zdziwił się, że taki dobry ze mnie jasnowidz.
- To gdzie to obrączki, truskaweczko? - Odrobinkę zdziwiło mnie to przezwisko, bo skąd on je wziął? Ale jeśli chce, to może mnie tak nazywać. Wszystko dla mojego przyszłego męża. No, może nie wszystko, żukopiasku bym nie odstawił, no ale... Mój wzrok przyciągnęły fioletowe plamy na sierści Terusia. Co on, po ziemi się tarzał? I to w jagodach?
- Musimy je podpierdolić ze sklepiku, jagódko. - wskazałem na sklep, który szczęśliwym trafem był niedaleko. Był zamknięty, ale potrzeba tylko odrobinkę finezji żeby się do niego włamać. I już dobrze wiedziałem, jak to zrobić...
- Teruś, słonko, proszę włam się do sklepu i podpierdol trzy obrączki. - powiedziałem z całą powagą, na jaką było mnie stać. Nie było jej zbyt wiele, ale Teruś załapał, że to jest ważne. Mądry Teruś. Dobry Teruś. Tak trzymać. Jeden z moich przyszłych mężów ruszył do sklepiku, który o dziwo był otwarty. Spoglądałem uważnie, jak mój przyszły mąż znika w sklepiku, i nie wychodzi... Przez długi czas.
- TEEERUUUU - zawołałem go, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Zniecierpliwiony ruszyłem do sklepiku, i... Zapadłem się pod podłogę! I wpadłem na Teru.
- Auu - jęknął żałośnie basior, wijąc się pode mną. Miał... Miękkie futerko. Swoją miękkością pobiło nawet skrzydła Lucia, więc wtuliłem się w nie.
- Pedał - usłyszałem dobrze znany mi głos. Spojrzałem w górę właśnie w momencie, w którym z mroku wyłoniła się sylwetka.. Ninjy. To był ten cały Kakashi, z dziwnym fryzem i zasłoniętą twarzą. Postanowiłem go zignorować i przytuliłem Terusia, który miał ekstremalnie miękkie futerko.
- Nie pedalcie się teraz, no! To czas mojej epickiej zemsty! - wrzasnął wkurzony Kakashi, i rzucił we mnie swoją erotyczną książką.
- Możesz dołączyć, jeśli chcesz. - rzuciłem. Była to bardzo, ale to bardzo hojna propozycja. Byłem z siebie dumny, że mu taką złożyłem.
- Chcesz zdradzać Ashusia? - jęknął Teruś.

<Teruś? Ashuś?>

niedziela, 20 maja 2018

Od Shadow - "Odnalezienie sensu życia"

Na co dzień spotykają mnie wielkie lęki czy przeżyję następną noc. Strach wypełniony jest jednocześnie nienawiścią do otaczającego mnie świata. Z czego te lęki wynikają? - zapytacie. Nikt nie zna mojej dziwacznej przeszłości. W KP też nie zawarłam o tym mowy, gdyż uważam to za jeden wielki bezsens życiowy. Hmm.. Bezsens... nie nazwałabym tego bezsensem, tylko nieprzewidywalnością mojego umysłu i ciągłego myślenia. Dużo osób mówiło, że zrobię tak, a ja zawsze robiłam coś zupełnie innego. Zaczęłam w końcu z braku poczucia szczęścia palić i pić, ale zatraciłam głowę w tym co robię. Poznałam cudowne wilki, z którymi chciałabym spędzić każdą chwilę życia. Niestety to nie możliwe... Od początku poznania tych wilków, cały czas rozmawiali o jednym, tajemniczym basiorze. Tylko raz udało mi się wychwycić coś o nim - ,, To osoba, która może rozpętać wojnę... -  to wszystko. Od tej chwili próbowałam dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Spędzałam  z nimi dużo czasu i podsłuchiwałam ich rozmowy. Mówili coś o żołnierzach... jakiejś gwardii... nie wiem... Obchodziło mnie tylko to jak o nim mówili - ,, Ten świr'' albo ,,On jest serio nieprzewidywalny'' - czułam, że mówią o mnie, bo wszystko co słyszałam opisywało dokładnie mnie. Wiedziałam, że na pewno mi nic o nim nie powiedzą, więc kontynuowałam śledzenie i podsłuchiwanie. Jego opis podobał mi się coraz bardziej. Nie znałam tych wilków za bardzo, więc też niebyt się wychylałam. Szczerze to nie potrafiłam rozmawiać z innymi przez moje złe nastawienie do otoczenia. Pewnego jakże pięknego dnia usłyszałam, że marzeniem tego wilka jest czarna jak mrok wadera. Poczułam się wtedy jeszcze dziwniej... przecież ja tak wyglądam...
- Ej.. chłopaki... jak nazywa się ten wilk, o którym ciągle gadacie? - pytałam moich znajomych, aby dowiedzieć się o basiorze czegoś więcej.
- Gustav. - odpowiedział Moonlight
Gustav... piękne imię... wydawało mi się, że niemieckie... Wróciłam do jamy, aby się upewnić. Wyjęłam z szafki wielkie tomisko ksiąg i zaczęłam kartkować...
*** (po godzinie)
Mam !!!
Moje podejrzenia były słuszne. Staro - niemieckie imię z czasów lat 40. Podejrzane tylko robiło się to, że tak bardzo nic nie chcieli o nim mówić. Z tego powodu, że był czas trudnej wojny, trzymałam się blisko naszej zgrai, czyli - Ja, Moonlight, Break i Dark... tak... byłam jedyną waderą, ale traktowali mnie jak swoją siostrę. Zaczęłam się o nich martwić, gdy wstąpili do wojska, aby bronić terenów watahy, do której należałam. Chciałam iść z nimi, ale uważali, że lepiej będzie jak zostanę w domu. Ja głupia posłuchałam się ich, a fakt, że byłam najbardziej ważną osobą w watasze był tak niebezpieczny, że czułam strach przed  wszystkimi w każdej wykonywanej czynności. Każda noc była przeze mnie nie przespana. Wychwytywałam każdy możliwy dźwięk, a gdy taki usłyszałam od razu chowałam się do skrytki pod dywanem z owczej skóry. Jakoś nie widziało mi się zastrzelenie, albo zabranie do jakiegoś niemieckiego burdelu, więc uważałam na to, co robię.
***
Noc.
Jakaś 3:00 nad ranem. Ja nadal przestraszona patrzę się w oddal przez okno... w sumie nie okno, tylko dziurę w ścianie. Ubytek na ścianie jest bardzo mały - wielkości mojej łapy lub nawet mniejszy - służy mi do obserwowania sytuacji na zewnątrz. Nagle usłyszałam uderzenie w drzwi. Serce zaczęło mi bić jak szalone, a oddech był jeszcze szybszy. Podeszłam do wielkich, drewnianych drzwi i uchyliłam je w bardzo wolnym tempie. Jedyne co zobaczyłam za nimi był jeden z mieszkańców mojej watahy proszący o broń.
- Co ty tu robisz?! - wykrzyknęłam rozglądając się wszędzie dookoła.
- Proszę pomóż mi! Mam rozkalibrowany karabin nikogo nie postrzelę  z takim celownikiem. - błagał mnie sąsiad
Wbiegłam do jamy i weszłam do skrytki wyciągając karabin wyborowy KBU-88. Podałam go szybko znajomemu, zamknęłam drzwi i wbiegłam spowrotem do środka, jednocześnie zakładając na siebie SS-owski płaszcz. Nie byłam Niemką, a płaszcz był zdobycznym przedmiotem po bitwie z inną watahą. Położyłam się na łóżku i wypatrywałam dalej obcych. Do jamy w pewnym momencie zaczęło się zbliżać kilkoro basiorów w mundurach i z karabinami. Nie widziałam żadnego polskiego znaczku na hełmach, więc w tamtym momencie zgasiłam świecę, wyjęłam ze schowka dwa granaty i karabin snajperski i schowałam się za drzwi. Byłam pewna, że je wyważą, więc od razu założyłam hełm, żeby nie dostać mocno w pysk. Nie spodziewałam się tylko tego, że przez otwór w ścianie da się wrzucić granat. Gdy tylko zobaczyłam palący się knot od razu wskoczyłam do skrytki w ziemi i odbezpieczyłam karabin. Usłyszałam wypadające z zawiasów drzwi i krzyk niemieckich żołnierzy. W pewnym momencie nie wiedziałam co się dzieje. Nie słyszałam ich już i głupia wyszłam z kryjówki. Zagrzmiało mi w uszach.
***
Rano. Jakaś 6:00.
Otworzyłam oczy. Złapałam się odruchowo za głowę, a tam poczułam coś mokrego. Jednocześnie poczułam ból. Już nieco bardziej oprzytomniała spojrzałam na łapę. Tak jak sądziłam. Łapa była cała we krwi. Jedyne co mnie zaniepokoiło to to, że byłam nadal w swoim mieszkaniu, ale nie miałam na sobie płaszcza i broni. Do schowka najwidoczniej nie zaglądali, bo była w nim cała zawartość. Ja już spokojna położyłam się spać.
***
8:49.
Spokój był to niepotrzebny, bo już o ósmej słyszałam strzały na zewnątrz. Wstałam, opatrzyłam rozbitą karabinem głowę i usiadłam na łóżku. Wyszłam na dwór, aby zobaczyć czy ktoś ucierpiał, ale nikogo nie zastałam. Wszystkie jamy były puste i doszczętnie okradzione. Miałam już zacząć przeklinać, ale ze środka jednej jamy wydobył się głos. Porąbana Shadow musiała tam oczywiście wejść. A co tam zobaczyła? Niemców, którzy palą ostatnie książki z tego mieszkania. Stanęłam jak wryta. Jednocześnie bałam się uciekać i też bałam się wejść. Poczułam jakby ktoś się na mnie patrzył. To jeszcze bardziej mnie unieruchomiło. W odbiciu szyby mogłam zauważyć sylwetkę wilka celującego we mnie. Uklęknęłam i krzyknęłam - ,,PODDAJĘ SIĘ!!!''. Wilk nie wiedział co z sobą zrobić. Nie chciał do mnie strzelać, a jego dowódca patrzył się na mnie z takim dziwnym zainteresowaniem, jakbym miała rogi. Był to wielki, brązowy, niemiecki basior. Krzyknął coś do tego oficera i coś zaczął do mnie gadać. Nie rozumiałam nic, a nic po niemiecku, więc dostałam potężne uderzenie w pysk, po którym upadłam płasko na ziemię. Nie patrzyłam co się wokół mnie dzieje, więc nie słyszałam także. W pewnym momencie się ocknęłam, bo podniósł mnie jakiś obcy basior mówiąc na ucho -,, Spokojnie już jesteś bezpieczna '' - nie znałam tego głosu. Słychać było jednak, że to Niemiec przez nierówny i twardy akcent.
***
Obudziłam się w dużym, przystrojonym pomieszczeniu. Obok mnie stały dwie brane w suknie wadery. Jedna, gdy tylko zobaczyła, że się budzę, od razu wybiegła na korytarz krzycząc - ,,Graffie! Obudziła się!'' - Nie wiedziałam nadal co się dzieje. Widziałam tylko wbiegającego do pokoju białego wilka z jasnoniebieskimi oczami. Miał na sobie wyraźnie niemiecki mundur. Chciałam już się na niego rzucić, gdyż myślałam, że to któryś z tamtych, ale ten do mnie podszedł i zapytał jak się czuję. Myślałam, że stroi sobie ze mnie żarty. Jednak, gdy tylko odpowiedziałam mu, że źle od razu wezwał większość swojej służby i kazał być na każde moje zawołanie. Powiedziałam pierwszej z nich, aby zawołała tego ,,Graffa'' czy jak tam na niego mówią. Przyszedł, usiadł koło mnie, wyprosił resztę osób i zapytał:
- Słucham.
Spojrzałam w jego błękitne jak niebo oczy i zapytałam:
- Jak ty tak właściwie masz na imię?
Odwrócił się na chwilę i spojrzał na mnie z powrotem.
- Gustav. - powiedział, a mi zabrakło tchu w piersiach.
- A ja Shadow. - nie wiedziałam co zrobić, byłam niesamowicie zaskoczona, ale wszystko zgadzało się z opisem moich znajomych. Nie wiem jak to się stało, ale nie wiedząc nic o nim spojrzałam się głęboko w jego oczy i... zaczęłam całować jak szalona....

(1254 słowa)
< Ktoś? Może ktoś przy ty był? Może ktoś był którymś z tych służących? Nie wiem... Piszcie.>

Nowy basior w naszych szeregach!

Pesuteru

Autor: Snow-Body

Pesuteru | Basior | 4 lata | Omega | Medyk, alchemik

sobota, 19 maja 2018

Od Brendona CD Lucas'a

Ten palant wrzucił mnie do lawy. Lawy! Chociaż nie, czekaj... To woda jest. Lawo-woda?
- Po co wrzucasz mnie do lawo-wody? - spytałem z wyrzutem, patrząc na Lucia.
- To woda, palancie. - warknął widocznie zdenerwowany Lucio. Czemu zdenerwowany? Co ja zrobiłem? W moich wspomnieniach była jedna wielka dziura, jak to często się zdarza, czyli wziąłem za dużo żukopiasku.
- Ej, Lucio. Masz może trochę więcej żukopiasku? - zagadnąłem skrzydlatego basiora. No właśnie, te skrzydła...
- Czego? - spytał zdezorientowany. Jak można nie wiedzieć co to żukopiasek? Szczyt bezczelności! Jednak puściłem mu to płazem. Jestem taki łaskawy. Taki dobry. Wzorowy wilk. Mój wzrok po raz kolejny spoczął na jego skrzydłach, i tym razem już nie wytrzymałem.
- Skrzydełka! - rzuciłem mu się na grzbiet, i wtuliłem się w skrzydła. Były ekstremalnie miękkie, i w dodatku duże. Na Yato, też takie chcę. Lucio zaczął się rzucać, wrzeszcząc coś pod tytułem 'Co ty robisz!?'. Niezbyt mnie to obchodziło. Liczyły się tylko miękkie skrzydełka... No i spadłem. Albo raczej Lucio mnie zrzucił, i odskoczył jak oparzony od miejsca w którym siedziałem.
- Co to miało być? - syknął, cały spięty. Spojrzałem na niego zdziwiony. Nikt mu wcześniej skrzydeł nie obmacał?
- Masz miękkie skrzydła. - powiedziałem, gdyż to idealne wytłumaczenie na całe zajście. No co, taka prawda! Lucio ma na prawdę miękkie skrzydła, i do tego może na nich latać. To niesprawiedliwe, ja też tak chcę.
- To nie daje ci prawa do obmacywania ich - warknął Lucio. Poczułem alarmujący ból w ciele. Lekko się skrzywiłem. Wstaje słońce, zaraz oślepnę.
- Nie daje? - spytałem lekko zdziwiony, gdy doszło do mnie znacznie słów Lucia. Jak to nie? Przecież to oczywiste, że jeśli ktoś ma tak miękkie i duże skrzydła, to każdy może je obmacywać.
- Nie. - no i pięknie, przestałem go widzieć. Słońce już wstało, czyli muszę się jakoś dostać do domu i pójść spać. Albo zasnąć tu.
- Hej, Lucio... Ja idę spać... - mruknąłem, i położyłem się na trawie. Miałem ten wyjątkowy talent do zasypiania w przeciągu kilka sekund, w każdym możliwym miejscu, więc zasnąłem niemalże od razu.

<Lucio? XD>

Od Terusia C.D Brenka i Ashusia

Przybliżył się do basiora, spoglądając na niego, kiedy nagle śpiący mąż powiedział coś o tym, że ślub powinien być przed nocą poślubną, a jeszcze przed ślubem powinno być partnerstwo. Pesuteru niezbyt zrozumiał, o co mu chodziło. I, szczerze mówiąc, niezbyt go to obchodziło. Spojrzał z powrotem w stronę chudzielca, który tym razem nie wyglądał jak wilk... To był wielki, miętowy króliczek! Do tego z truskawką na nosie!
- Wow - powiedział, śmiejąc się jak głupi do sera - Jesteś... króliczkiem!
Już po chwili w paru susach znalazł się obok niego, z zamiarem zjedzenia czerwonego owocu. Podskoczył wyżej i w końcu uchwycił zębami upragnioną truskawkę, ale basior cofnął się gwałtownie, przez co wiszący na jego nosie Teruś stracił równowagę i upadł zadkiem na miękką trawę. Trzepnął parę razy łebkiem, po czym wstał, dalej się chichrając.
- Tak w ogóle, to jestem Pesuteru, miło mi cię poznać, dziwny chudzielcu, zmieniający się w króliczka - wyciągnął łapę przed siebie na powitanie.
- Brendon - mruknął, masując się po nosie - a to jest Ashuś, mózg całej operacji!
Teru spojrzał na śpiącego wilka. Wyglądał inaczej, niż go zapamiętał... Miał niebieskie futro. Ale cóż, trudno. Podszedł do niego, położył się obok zaczął przetaczać się w prawo i w lewo, wpadając na niego co chwila. W końcu Ash nie wytrzymał.
- Może pójdźcie zarąbać komuś pierścionki zaręczynowe? Inaczej ślubu nie będzie - warknął podirytowany.
- Widzisz? Mówiłem ci, że to mózg całej operacji! A teraz chodź, Teruś, idziemy podjebać komuś pierścionki! - usłyszał za sobą entuzjastyczny głos Brenka.
- Już lecę~ - odkrzyknął i jak najszybciej umiał pobiegł w kierunku swojego narzeczonego. Nie przekalkulował sobie tylko jednej rzeczy. Między nimi był chamski korzeń, o który Pesu się potknął i wpadł wprost na króliczka, przewracając go i staczając się razem z nim z górki. W końcu jednak nawet najwyższa górka miała swój koniec, a ten okazał się niezbyt przyjemnym dla pleców Terusia, kamienistym brzegiem rzeki.
- Auć- jęknął, próbując obrócić się pod ciężarem przygniatającego go basiora.

(słowa: 329)
Brenku? Ashie? xd